Poród naturalny a obecność tatusia na sali porodowej

Być czy nie być obecnym podczas porodu Waszego dziecka – o to jest pytanie.

Otóż z mojego doświadczenia wynika, że jednak BYĆ!

Drodzy tatusiowekobieta (nawet, jeżeli nie powiedziała Wam tego wprost) i Wasza fasolka bardzo potrzebująabyście byli obecni podczas porodu i strzegli ich przez cały czas trwania tego bardzo intensywnego szpitalnego wojażu, a także je wspierali i fizycznie i dobrym słowem.
Niestety służba zdrowia w publicznych szpitalach, również na porodówkach jest na dość mizernym poziomie – smutna prawda. Personel bardzo często bywa mocno zmanierowany – potrafi nieźle dopiec kobiecie nieprzyjemną „odzywką”, przedmiotowym traktowaniem lub po prostu będąc niedelikatnym przy różnego rodzaju „badaniach”. Fakt obolała kobieta, która naprawdę po kilku długich godzinach (jak nie kilkunastu) na porodówce w ciężkich bólach wijąc się na łóżku lub szwędając się w amoku bólu po korytarzu, nie wie co ma ze sobą zrobić, czasami zada jakieś „tendencyjne” pytanie, które obsługa pracująca na oddziale słyszała już setki jak nie tysiące razy. Niestety najwyraźniej tym ludziom brakuje empatii i nie potrafią sobie uświadomić, że ta kobieta to prawdopodobnie „zaznaje” porodu po raz pierwszy. Tu zdecydowane zadanie dla Ciebie przyszły tatusiu, aby kobieta w bólu i dodając do tego całą tonę wahań jej nastrojów – w miarę komfortowo – jeżeli w ogóle takiego słowa można użyć – zniosła poród.

Ale już nie wyzłośliwiając się na naszej „wspaniałej” służbie zdrowia i przechodząc do meritum.

Kobieta podczas porodu nie wie czego chce

Od razu uprzedzę, że tego wyjątkowego dnia, jeżeli już odważyłeś się wejść na porodówkę i dotrwać z Twoją partnerką do końca – to musisz się uzbroić w cierpliwość i robić za „bokserski worek treningowy”. Kobieta w jednej chwili będzie mówiła, że chce pić, za chwilę powie, że jest głodna (ale już jest to mocno niewskazane) – więc musisz postawić jej kontrę – nie będzie łatwo, powie, że chce siku, żebyś z nią poszedł do toalety 3, 5, 10 raz, będzie narzekała, że jednak jej się nie chciało siku i będzie teraz musiała wracać korytarzem taki „kawał” do sali porodowej. Powie żebyś masował jej np kark po czym powie, żeby masować nie tak jak masujesz tylko inaczej, po czym jak zmienisz technikę masażu na wskazaną przez nią to ona powie, że jesteś beznadziejny, bo w cale nie chciała, żebyś masował jej kark, tylko barki – popłacze się lub zacznie krzyczeć, gryźć lub wbijać paznokcie w Twoje ciało. Zatem jeżeli należysz do osób wybuchowych (tak jak ja) – to zdecydowanie musisz wziąć na wstrzymanie i cały czas sobie powtarzać to wyjątkowy dzień i choćby nie wiem co, to nie możesz na nią krzyczeć ani się z nią kłócić.

To mniej więcej kwestie odporności psychicznej mamy już za sobą – jeżeli to co przedstawiłem nie sprawi Ci większego problemu lub postanowiłeś, że chętnie się z takim wyzwaniem zmierzysz i odniesiesz zwycięstwo to mam dla Ciebie jeszcze jedną kwestię w zanadrzu.

Wrażliwość na krew przyszłego ojca

Kwestia nr. 2 dotycząca Twojej wrażliwości wizualnej – czyli np odporności na widok dużej ilości krwi, czy narządów wewnętrznych typu pępowina, łożysko i inne takie co to z „samochodem nic wspólnego nie mają”. Przyznam szczerze, że to jest ten element, którego się obawiałem najbardziej – otóż na TVN style jest jakiś program o porodach, który moja partnera będąc w ciąży i przygotowując się mentalnie do porodu namiętnie oglądała – nie byłem w stanie jej towarzyszyć podczas tych programów, było mi autentycznie słabo. Miałem taką wizję, że będę stał przy tym łóżku obok mojej małżonki wspierając ją w oddychaniu i nagle jak zobaczę krew, pępowinę to oddam cały ostatni posiłek, a następnie zemdleję rozwalając sobie głowę. No niemniej jednak zdecydowałem, że podejmę wyzwanie.
Przyznam szczerze, że tak mocno się zaangażowałem w aktywny poród i wsparcie mojej partnerki i dodatkowo dostałem taki zastrzyk adrenaliny, gdy partnerka była na ostatnim etapie porodu dzięki wizji, że zaraz stanę się 100% ojcem i zobaczę to moje maleństwo – że krew, pępowina, a później łożysko i nawet ceremonia weryfikacji łożyska czy wyszło całe i czy jest wartościowe w żaden sposób mnie nie ruszyła.

Ten moment kiedy pierwszy raz widzisz swoje dziecko

Prawdopodobnie dlatego, że sam fakt iż ujrzałem swoją córeczkę – wyczekiwaną przez te 9 miesięcy – i że jest to najlepsze co dotychczas mnie spotkało w cały moim życiu 30 latka. Uczucie jest absolutnie nieporównywalne z czymś co dotychczas mogło Wam dawać sporo szczęścia i frajdy np z kupna wymarzonego samochodu, psa, kota czy innego rolexa. Tego nie da się po prostu opisać.
O to na rękach przy cycusiu leży sobie Wasza najdroższa perełka, którą przyjdzie Wam się opiekować i sam fakt, że braliście udział w całym procesie porodu czujecie dumę, która mało Wam nie rozsadzi klaty. Dlatego drogi czytelniku stań na wysokości zadania i pomóż swojej kobiecie przy porodzie będąc u jej boku znosząc jej zachcianki, obelgi a także broniąc jej. Nie czekaj na korytarzu, bo najlepsza akcja dzieje się właśnie w pokoju lub na sali pod której drzwiami stoisz lub siedzisz i wszystko przechodzi Ci koło nosa, a Twoja partnerka bardzo Cie potrzebuje właśnie tam w środku.

Zatem kończąc wpis i myśl, czy mężczyzna powinien być na sali porodowej – z pełną odpowiedzialnością odpowiem – TAK powinien.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s