Jak przygotować się na powiększenie rodziny?

Odkąd dowiedziałem się, że moja partnerka jest w ciąży i nosi w sobie mojego dzieciaczka – poza wątpliwościami, które mnie nachodziły:

  • czy aby decyzja, którą podjąłem o powiększeniu rodziny była słuszna?
  • czy podołam wyzwaniu i sprawdzę się jako tata / głowa rodziny? 
  • czy jednak się nie przeliczyłem i może nie będzie mnie stać na utrzymanie większej rodziny? – No bo w końcu pieluchy, ubranka i inne gadżety dla dzieciaczka nie są tanie..

pojawiło się również pytanie fundamentalne: „to gdzie mam szukać fachowych rad i wiedzy nt. wychowania, potrzeb małego szkraba oraz adaptacji powierzchni, w której będzie się owa mała istotka wychowywała?”.

No bo przecież nie pójdę do moich rodzicieli, żeby zadać im kilka pytań jak to przygotowywali się na moje przyjście na świat i jak to później sobie wszystko organizowali – jak już się w ich życiu pojawiłem – mam być głową rodziny – nie mogę być cały czas niańczonym przez nich tudzież pouczanym, w końcu lada moment będę musiał „zagrać ich rolę” w życiu mojej córeczki, która pojawi się na tym świecie.

Pierwsze co przyszło mi do głowy to – książki. Taaak lektura o dzieciach to musi być świetny pomysł, w końcu jak potrzebowałem się czegokolwiek nauczyć w szkole, czy na studiach to jednak do książek zaglądałem i niejednego się nauczyłem. Mamy dobę internetu więc po prostu otworzyłem laptopa icalv-list zacząłem przeszukiwać witryny, jedna po drugiej gdzie wśród (jak mniemam) sponsorowanych linków i reklam kontekstowych pojawiały się dziesiątki tytułów książek prowadzących do sklepów internetowych gdzie dany egzemplarz mogłem nabyć. Przytoczę jeden tytuł, który mnie rozbawił i postanowiłem, że go sobie sprawie jako pierwszy do mojej kolekcji „bobas – instrukcja obsługi” – autorów nie pamiętam – wybacz, ale jestem zbyt leniwy, żeby teraz tę książek namierzyć – wklep tytuł sobie w wyszukiwarkę to znajdziesz bez problemu, jeżeli dalsza część tego wpisu Ciebie do tego zachęci. Postanowiłem następną książek kupić jak przeczytam rzeczoną instrukcję obsługi bobasa, ale niestety to nigdy nie nastąpiło. Książka ta w sumie instrukcja w pewnym sensie, napisana z przekąsem (szczególnie dobra dla programistów – pozdrawiam ich wszystkich z tego miejsca0 – nawet mnie rozbawiły niektóre rozdziały, ale w trakcie czytania uświadomiłem sobie, że to kompletnie nie jest to.

Przecież ja potrzebuję zobaczyć i nauczyć się jak prawidłowo nosi się oraz jak przewija się takie maleństwo. Nic straconego pomyślałem, skoro w internecie szukałem książek to na pewno na jednym z popularnych portali ze streamingiem video znajdę „video-tutoriale” i znalazłem, nawet całkiem sporo – ale nadal po ich obejrzeniu miałem wrażenie, że nie podjąłbym się przewinięcia dziecka, bałbym się, że mogę mu zrobić krzywdę typu – wyciągnąć nóżkę ze stawu etc… aż ciarki przechodzą po plecach…

Wtem z odsieczą nadeszła partnerka i rzuciła pomysł – zapiszmy się do szkoły rodzenia! Pierwsza myśl – genialne, ale po chwili flashback w mojej pamięci i pojawia się wizja rodem z serialu „Przyjaciele” jak to Ross chodził ze swoją partnerką do szkoły rodzenia i przypominało to niezłą komedię (jak zresztą cały serial), a nie jakieś praktyczne wskazówki. Całe szczęście, że kilku naszym znajomym urodziły się dzieci, więc można było poddać koncept mojej partnerki pod opinię publiczną. Ku mojemu zaskoczeni, a raczej zaszokowaniu jeden ze znajomych, z którego zdaniem się liczę w kwestiach szeroko rozumianego tacierzyństwa bardzo sobie chwalił fakt, że zdecydował się na zajęcia w szkole rodzenia.

Przyznam szczerze, że jak usłyszałem ile w sumie trwa cały kurs w szkole rodzenia (a było tego między 50 a 60 godzin) to uświadomiłem sobie, że czasu zostało już bardzo niewiele, więc nie szukając szkół rodzenia zdecydowałem się na tę, którą polecił znajomy.

To był strzał w dziesiątkę! Wrażenia niesamowite, bo na takich zajęciach poza upragnionymi praktycznymi ćwiczeniami na lalkach – jak dziecko kąpać, przebierać, zmieniać pieluchę czy po prostu nosić były poruszane tak fundamentalne kwestie jak:

  • aktywne rodzenie:
    • aktywne, czyli wybijcie sobie z głowy Panowie opcję kobiety leżącej na łóżku i czekającej na „samoczynne” rozwiązanie. Pokazywane były m.in. techniki jak jej partner ma pomagać, wspierać, masować, dopingować itd… oraz w jak przeróżnych pozycjach kobieta może urodzić, grunt, żeby to jej było wygonie a nie położnej czy lekarzowi.
  • wyprawka do szpitala:
    • czyli co poza piżamą, kapciami i ubrankami dla dziecka i brukowcami do czytania dla siebie, powinna przyszła mamusia wziąć ze sobą w walizce.
  • charakterystyka szpitali z mojego miasta
    • określenie w których szpitalach mają położnictwo, czym się w moim mieście dany szpital charakteryzuje i na co warto uważać oraz co dodatkowo wziąć ze sobą do danego szpitala – bo nie jest przewidziane w standardzie
  • jak napisać plan porodu
    • dacie wiarę??? Należy dla Waszego dobra – waszych kobiet i dzieci, pewne kwestie sformalizować – przekazując lekarzom w owym planie porodu – na kartce, np informacje, że Wasze partnerki chcą urodzić naturalnie itd.
  • połóg
    • no tu chyba nie trzeba doprecyzowywać.
  • żywienie
    • co jeść przede wszystkim, a na co uważać, w tym obalanie mitów nt. tego, że kobieta jak urodzi to może jeść niewiele – to kłamstwo, może jeść właściwie wszystko tylko z głową i umiarem!
  • aspekty psychologiczne
    • jak po prostu nie dać się zwariować, gdy nasza rodzina ma się powiększyć lub gdy już się powiększy
  • laktacja
    • jak ją pobudzać, jakie typy laktatorów wybierać, jakie harbatki ziołowe stosować i wszystko co z laktacją związane

i cała masa jeszcze innych bardzo przydatnych spotkań jak chociażby ze specjalistą od wózków – prowadzącym co prawda sklep z wózkami, czy też spotkanie z człowiekiem od banku komórek macierzystych czyli tzw krwi pępowinowej.

Cała szkoła rodzenia kosztowała poniżej 450 zł – a dodatkowo dostaliśmy masę próbek i gadżetów od różnych firm, które już na tym etapie próbowały zaskarbić sobie nasze portfele – bo w tym przemyśle to – „marketing umiera ostatni” .

To za co sobie cenię tę szkołę w której się znalazłem – to fakt, że marki produktów były podawane bardzo sporadycznie – komunikowane było z jakiego powodu i to właściwie rodzice będący uczestnikami wywierali presję, żeby chociaż jakąś jedną markę mleczka, które poleca prowadząca lub model laktatora, który poleca.

Nie lubię uprawiać kryptoreklamy i jeszcze niedawno mówiłem sobie, że nie będę stąd linkował do innych witryn – ale w sumie skoro podzieliłem się z Tobą, tak dużą ilością informacji i jeżeli dotarłeś do końca tego długiego artykułu – to powiem Ci, że jeżeli jesteś z województwa Łódzkiego i rozważasz partycypowanie w zajęciach w szkole rodzenia to koniecznie rozważ Centrum Dla Mamy. Tak właściwie to nawet sobie myślę, że jestem to winien tej szkole – bo całkiem dobrze przygotowali mnie do bycia rodzicem.

Dzięki temu co zapamiętałem i notatkom – którymi częściowo się z Tobą podzielę + nałożę na to filtr własnego doświadczenia w kolejnych wpisach – nie były mi potrzebne żadne książki i raczej uniknąłem paniki w kilku sytuacjach. W każdym razie książki jak dotąd nie były mi potrzebne i moja mała kruszynka ma się całkiem dobrze 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s